niedziela, 26 października 2014

Prolog





Klik (muzyka do rozdziału)
 
Jennifer Tiffany Angelina Weasley I. Córka Freda Weasley’a II i Grace Wood. Wnuczka Georga Wesleya, Angeliny Weasley, no i Oliviera Wooda, kapitana Zjednoczonych z Puddlemere. Ale mówią na mnie Jenny. Tak po prostu. Jenny.
Jestem dumna z bycia Weasley! Nie chwaląc się, nasz stuknięty klan jest jedną z najstarszych czarodziejskich rodzin czystej krwi lub półkrwi. W na papierze, to fajna rzecz, ale w praktyce to dla nas i tak bez znaczenia. Jest nas tak dużo, że sama  nie wiem, jak udaje nam się zmieścić w jednym domu na święta i do tego nie pozabijać, bo przecież im więcej rudzielców tym więcej kłótni, prawda?  Ale i tak dobrze by było, gdyby skończyło się tylko na zastraszającej ilości. Nie, za łatwo bym miała na tym świecie. Przybliżając moją beznadziejną sytuację : mam trzech braci. Artur Olivier jest ode mnie starszy o rok. Michael Lee II o trzy lata, Samuel Kevin o cztery. Oprócz tego, żeby nie było za lekko jestem jedyną dziewczyną w naszej rodzinie i w dodatku najmłodszą, ale tak to już jest u Weasleów. Tak samo było z babką Ginny… My dziewczyny Weasley nie mamy łatwo w domu pełnym facetów Weasley, ale że jesteśmy twarde i całkiem uparte, nie damy sobie w kaszę dmuchać!
Poza tym mam bardzo dużo krewnych. Normalniejszych, jak babka Hermiona i tych bardziej zbzikowanych, jak dajmy na to dziadek George, który chyba nigdy nie dorośnie. Dziadek Ron też z reguły daje radę, ale czasami wymiękła przy nowym pokoleniu moich braci, którzy są mieszanką wybuchową wszystkich bliższych i dalszych Weasleyów kawalarzy. Czasami staruszkowi Ronowi zdarza się też przynudzać opowieściami o jakiś zamierzchłych czasach, w których on, babka Hermina i dziadek Harry byli bohaterami w legendarnej już Drugiej Bitwie o Hogwart. Podobno byli genialni, szczególnie dziadek Harry, o którym napisano chyba z tuzin książek o tysiącu stron każda. Z resztą nie tylko oni zasłużyli się w tamtych czasach. Połowa klanu Wesleyów dała nieźle popalić tym całym glizdom Śmierciożercom i Voldemotrowi, który w końcu trafił tam, gdzie jego zasmarkane miejsce! A dziadek Neville, który jest teraz dyrektorem w Hogwarcie, to nawet… Ale to może innym razem. Ciężko to zrozumieć i opanować, szczególnie, że nie mam takiego dużego zdjęcia, by pokazywać wszystkich na jednej fotografii i powiedzieć kto co i  kiedy zrobił…
Jak to każda pokaźna rodzinna ma w zwyczaju i pieczołowicie pielęgnuje tę tradycję, także i my, Weasleyowie, możemy pochwalić się posiadaniem najgorszego wroga, w postaci obślizgłej, tchórzliwej i zakłamanej rodziny Malfoyów. Nienawidziłabym tych ich białych łbów, nawet gdybym nie była Jennifer Tiffany Angelina Weasley I i gdyby dziadek Ron od pampersa nie opowiadał mi tych wszystkich hogwartskich historii o nim, jego żonie, dziadku Harrym i niejakim Draconie Malfoyu, chyba najgorszej kreaturze, jaka kiedykolwiek chodziła po ziemi.  Ci cali Mlfoyowie byli jednymi z najbardziej zagorzałych wielbicieli Voldemorota. Mama mówi, żebym nie wymawiała jego imienia, bo to przynosi nieszczęście, ale ja w to nie wierzę. Jak można bać się czegoś, co skończyło w tak żałosny sposób? Przez wiele lat Lucjusz Malfoy, ojciec Dracona, ukrywał swoją prawdziwą twarz, szpiegował dla Mrocznego Pana i w końcu wciągnął w to swojego syna, który nie podołał wyznaczonemu mu zadaniu i przyczynił się do upadku Voldemorta oraz zdemaskowania Malfoyów i okrycia ich wciąż niesłabnącą hańbą, która szczerze cieszy dziadka Rona, jak i cały nasz klan.  
Opowiem wam teraz nieźle pokręconą, nieco porysowaną i chyba najgłupszą historię, jaką kiedykolwiek, gdziekolwiek czytaliście. Będzie to opowieść mojej niezbyt udanej edukacji w Hogwarcie w wielkim skrócie i uproszczeniu, gdy szlabany waliły mi się na głowę stosami rzeczy do wyczyszczenia albo wypatroszenia, gdy ja albo moi bracia w klasyczny sposób dostawialiśmy przynajmniej raz w tygodniu wyjce i na zmianę chodziliśmy na dywanik do „Dyra Nevilla” na bezsensowne pogadanki, a drużyna Gyfonów składała się praktycznie tylko i wyłącznie z Wesleyów i ich kuzynów, gdzie ja byłam chyba najlepszą ścigającą, a później i ścigającą w historii szkoły. Mówiąc skromnie.
No i był taki jeden chłopak. Nic nie wart ślizgon przez małe „ś”. W dodatku Malfoy. A konkretniej Kay Malfoy.